Gabinety, przychodnie, kliniki weterynaryjne czyli o tym jak nie dać się naciągać.

Nikt nie lubi być oszukiwanym. To „oczywista oczywistość”. Gdy konsekwencją jest zawyżony rachunek cierpi nie tylko nasza miłość własna ale i portfel. Boli w dwójnasób. Nie dość, że zrobiono z nas durni to jeszcze za to zapłaciliśmy. Jak życie pokazuje można to jednak zrobić tak, że ofiara się nie połapie i jeszcze będzie zadowolona. Odpowiednio zachęcona wyciągnie portfel i z własnej woli, bez pistoletu przystawionego do skroni, zakupi cudowne garnki, super kołdrę czy ultranowoczesny mikser za horrendalną cenę. Wszystko to w odpowiednio przyjaznej atmosferze pokazu prowadzonego przez przesympatycznego prezentera. To, że dosłownie za rogiem identyczne dobra są dostępne za ułamek ceny dociera do nabywcy po czasie a czasami wcale. Scenariusz dopracowany w najdrobniejszym szczególe. Wystrój miejsca, atmosfera gdzie się to odbywa są odpowiednio zaaranżowane. To gwarantuje sukces. Zasady te, tylko już bardziej wyszukane, dotyczą też niektórych i trzeba zaznaczyć, że na szczęście nielicznych miejsc gdzie świadczone są usługi i pobierane za to pieniądze. One są tam najważniejsze. W każdej profesji znajdą się naciągacze. Dotyczy to w takiej samej mierze niektórych kancelarii adwokackich jak i gabinetów psychoterapeutów, warsztatów samochodowych czy wreszcie, bo o nich będzie mowa, lokali weterynarzy. Podzielone przez samorząd zawodowy lekarzy weterynarii na trzy rodzaje. Gabinety, przychodnie i kliniki. O ile dwie pierwsze nazwy są zwyczajowo przyjęte i nie budzą zdziwienia to trzecia już i owszem. Taka trochę na wyrost, tuż na granicy ironii. W potocznym odczuciu instytucja kliniki budzi zaufanie. To miejsce gdzie świadczone są usługi medyczne przez najlepszych z najlepszych. Tam zatrudnieni są profesorowie, prowadzone są prace badawcze i dydaktyczne nie tylko dla studentów ale i dla specjalizujących się lekarzy. Ten status nobilituje. W przypadku kliniki weterynaryjnej tak nie jest. By oddać sprawiedliwość klinikom przy wydziałach weterynaryjnych – tam jest inaczej. Rzeczywistość pokrywa się z oczekiwaniami. Co do pozostałych klinik weterynaryjnych… Dość powiedzieć, że każdy może sobie taką założyć. Niekoniecznie lekarz weterynarii. Wystarczy, że zatrudni takowego, wniesie stosowną opłatę na konto izby lekarsko – weterynaryjnej i praktycznie już może zamawiać szyld. Wymogi prawa w tym przypadku niewielkie, zachęcające. W tym przypadku, nie tylko w moim odczuciu -klinika- to „nadużycie semantyczne”, że znów posłużę się zgrabnym sformułowaniem przywołanego wcześniej klasyka. Naraża ono nawet trochę na śmieszność kogoś kto powodowany własnym, rozdętym ego skojarzonym często z chęcią zarabiana zawiesił taki szyld nad swoim lokalem. Pracuje w nim zazwyczaj paru lekarzy. Dobrze jeśli trafisz ze swoim zwierzakiem na takiego, który ma więcej niż dziesięć lat stażu i jako tako już ma pojęcie o tym co robi. Zazwyczaj jednak jest to młody człowiek z zaledwie paroletnim stażem, często stażysta, któremu płacić nie trzeba, tuż po dyplomie wystawiony na trudne, nagłe przypadki niewdzięcznego, niedzielnego dyżuru. Bez względu na swoje możliwości musi jednak zarobić na siebie i wygenerować zysk dla właściciela. Inaczej nie będzie miał pracy. Stąd często horrendalne ceny niekoniecznie powiązane z jakością usługi. To powoduje, że pierwsze co słyszy właściciel zwierzęcia to lista badań niezbędnych do postawienia diagnozy. Od badania krwi poprzez USG i RTG po badanie kału. To, że interpretacja obrazu ultrasonografu, zdjęcia RTG jest trudna to bzdura. Właściciel i tak uwierzy we wszystko. Na ogół widzi takie urządzenia pierwszy raz w życiu. Gorzej gdy trafia się lekarz a już nie daj boże, radiolog. Blamaż totalny. Zazwyczaj czynności te są zbędne ale za to kosztowne. Trzeba też pamiętać, że najpotężniejszym urządzeniem diagnostycznym jest ludzki mózg uzbrojony w wiedzę wyniesioną z uczelni uzupełnianą na bieżąco specjalistycznymi publikacjami, wzbogaconą o doświadczenie zawodowe, praktykę, której nic nie zastąpi. Ona, nie tylko w weterynarii, jest szczególnie ważna. Użycie tego potężnego urządzenia diagnostycznego jest obarczone poważną wadą. Nie jest widowiskowe. Za to badanie USG w obecności właściciela to już cały spektakl. Podobnie jak RTG czy nawet pobranie krwi. Za całe to przedstawienie mające świadczyć o rzekomym profesjonaliźmie płaci właściciel. Jest zadowolony bo widział, że coś się działo, coś robiono i to jak fachowo. Gdyby miał tylko świadomość, że głównie robiono z niego durnia i to za jego pieniądze, jego mina byłaby inna. Jego Fafik, Mruczek czy chomik Eryk nie są ważni. Liczy się zysk i efekt. Trzeba zdobyć zaufanie i pieniądze. Byśmy mieli jasność oglądu. Urządzenia diagnostyczne są niezwykle przydatne. Ich stosowanie niekiedy jest konieczne. Pozwalają wejrzeć we wnętrze jamy brzusznej czy klatki piersiowej bez jej otwierania. Nadużywanie ich jest jednak niczym innym jak naciąganiem właściciela na nieuzasadnione koszty przy okazji umacniając go w przeświadczeniu o fachowości postępowania. W istocie ważne jest to, że zostawi kilkaset złotych więcej. To postępowanie jest zastrzeżone nie tylko dla klinik. Możecie go doświadczyć wszędzie, nawet w jednoosobowych gabinetach czy dwu-, trzyosobowych przychodniach. Z nich czasami zwierzaki odsyłane są do różnej maści samozwańczych specjalistów. Kardiologów z paroletnim stażem, okulistów, na których dyplomie lekarza weterynarii jeszcze dobrze nie obeschła drukarska farba. Czy ty powierzyłbyś swoje zdrowie i życie komuś kto z przyczyn oczywistych nie może mieć odpowiedniego doświadczenia ale za to ma piękny, profesjonalnie wyposażony gabinet i dobrą reklamę w Internecie? Jeśli wasz zwierzak potrzebuje specjalistycznej porady to szukajcie jej raczej na którymś z wydziałów weterynaryjnych. Tam znajdziecie odpowiedniego specjalistę nie narażając się na udział w przedstawieniu, którego cel jest jeden – wasz portfel. Nieetycznie postępujących weterynarzy jest zapewne tylu ilu nieetycznych przedstawicieli innych zawodów – stosunkowo niewielu. Jakiś procent ludzi zawsze będzie starał się żyć oszukując innych. Na szczęście są jednak nieliczni. Unikajmy miejsc gdzie nieomalże pierwszym zdaniem wypowiadanym przez lekarza weterynarii jest np. : „zrobimy USG i badanie krwi, z którego wszystko wynika i diagnoza będzie oczywista bo bez tego to trudno coś powiedzieć. Do tego należy jeszcze zrobić badanie kału, posiew mikrobiologiczny itd., itd.”. Zazwyczaj to dobrze odgrywana pozorowana fachowość. Albo mówiący te słowa rzeczywiście nie ma zielonego pojęcia co może dolegać naszemu pupilowi albo chce nas najnormalniej na świecie orżnąć. Czasami i jedno i drugie. W każdym przypadkach uciekajmy stamtąd czym prędzej. Z pewnością stracimy pieniądze. Dobrze będzie jeśli nie stracimy swojego towarzysza. Ważne jest również to by porównywać ceny usług. Byśmy nie byli jak ludzie, którzy na wspomnianych wcześniej pokazach kupili super mikser za pięć tysięcy podczas gdy identyczny w pobliskim sklepie kosztuje raptem sto złotych. Czasami ceny prostych zabiegów chirurgicznych potrafią się różnić, w nieodległych wcale od siebie miejscach, o kilkaset procent. Nikt nikogo nie zmusza. Jak mawiają w łowickim : „głupich nie sieją – sami się rodzą”. Nieuczciwy weterynarz ma łatwiej niż sprzedawca cudownych garnków czy kosmicznych mikserów. Tu w grę wchodzą silne uczucia. Właściciel stara się ratować za wszelką cenę swojego przyjaciela często jedyną żywą, bliską mu istotę. Żerowanie na tych właśnie emocjach by napełnić swoją kieszeń jest o tyleż łatwe co niegodne tego pięknego zawodu. Rodzi sytuacje gdy zwierzę np. z nowotworem płuc i opłucnej jest utrzymywane w koszmarnych cierpieniach przy życiu chyba tylko po to by więcej zarobić. Czasami są to przecież pieniądze z pożyczki czy zaoszczędzone na własnych lekach bo jakże często właścicielami czworonożnych przyjaciół są niezamożne, starsze, samotne osoby. Znam takie przypadki i wbrew pozorom wcale nie są one takie rzadkie. Sprytna technika sprzedaży i reklama czyni cuda. Jest ona, w wypadku usług weterynaryjnych, zabroniona ale faktem jest, że mnie samemu parokrotnie proponowano bym z niej skorzystał. Odmówiłem. Było to roznoszenie ulotek czy reklama szeptana. Ta ostatnia forma ponoć najskuteczniejsza ale też i najdroższa. Skoro były propozycje to musi też być i rynek tych usług. Ktoś je wykonuje, znajduje nabywców. Liczy się zysk, pieniądz dla którego ludzie zrobią wszystko.

# Tagi dla tego postu
Gabinety, przychodnie, kliniki weterynaryjne czyli o tym jak nie dać się naciągać.
Previous

Gabinety, przychodnie, kliniki weterynaryjne czyli o tym jak nie dać się naciągać.

Leave review
Nikt nie lubi być oszukiwanym. To „oczywista oczy...
Czytaj dalej
Eutanazja zwierząt
Dalej

Eutanazja zwierząt

Leave review
Ludzie, dość często, zadają mi pytania związane z ...
Czytaj dalej
# Random Posts
Gabinety, przychodnie, kliniki weterynaryjne czyli o tym jak nie dać się naciągać.

Gabinety, przychodnie, kliniki weterynaryjne czyli o tym jak nie dać się naciągać.

Leave review
Nikt nie lubi być oszukiwanym. To „oczywista oczywistość”. Gdy konsekwencj...
Czytaj dalej
Eutanazja zwierząt

Eutanazja zwierząt

Leave review
Ludzie, dość często, zadają mi pytania związane z eutanazją zwierząt. Zazwy...
Czytaj dalej
# Kategorie
Gabinety, przychodnie, kliniki weterynaryjne czyli o tym jak nie dać się naciągać.

Gabinety, przychodnie, kliniki weterynaryjne czyli o tym jak nie dać się naciągać.

Leave review
Nikt nie lubi być oszukiwanym. To „oczywista oczywistość”. Gdy konsekwencj...
Czytaj dalej
Eutanazja zwierząt

Eutanazja zwierząt

Leave review
Ludzie, dość często, zadają mi pytania związane z eutanazją zwierząt. Zazwy...
Czytaj dalej
Eutanazja zwierząt

Eutanazja zwierząt

Leave review
Ludzie, dość często, zadają mi pytania związane z eutanazją zwierząt. Zazwy...
Czytaj dalej
Gabinety, przychodnie, kliniki weterynaryjne czyli o tym jak nie dać się naciągać.

Gabinety, przychodnie, kliniki weterynaryjne czyli o tym jak nie dać się naciągać.

Leave review
Nikt nie lubi być oszukiwanym. To „oczywista oczywistość”. Gdy konsekwencj...
Czytaj dalej
# Obserwuj nas